"Z nich zaś największa jest MIŁOŚĆ"


Jak kochać Pana Boga? - wpisałam pytanie do przeglądarki internetowej i ku mojemu zdumieniu znalazłam ponad 3,5 miliona odpowiedzi. Zdumienie moje było dwojakie, bo po pierwsze - nie sądziłam, że ludzie szukają w sieci odpowiedzi na tak duchowe pytanie, a po drugie - że tych odpowiedzi jest tak wiele. Skoro są potrzeby to posłanniczki nie będą gorsze i też coś dorzucą do internetowego koszyczka;


„Miara cierpień Chrystusa (...) jest miarą Jego ku nam miłości. I my nie inaczej dowodzimy Panu naszemu, że Go kochamy, tylko miarą zaparcia, miarą cierpienia czegoś dla Jego miłości. Dowodem miłości Pana Boga nie są modlitwy, egzaltacje, uczucia, rozczulanie się, ale miarą tej miłości jest poświęcenie się, zaparcie, a przede wszystkim oddanie własnej woli pod rozporządzenie Pana z tą wiarą, że On sam nami rządzi. Dowodem miłości naszej dla Boga jest nasze poświęcenie się dla bliźnich, aby ich zbliżyć do Boga, aby ich nauczyć Go kochać, a tym samym dopomóc do ich zbawienia”.
Matka Józefa Chudzyńska

foto: http://ilmiobloginunozaino.blogspot.com

Na ożywienie NADZIEI


Mój tato mawiał, że gdyby miał wybierać między swoją ciężką, murarską pracą a moją katechetyczną w szkole, to zdecydowanie wybrałby jeszcze raz pracę fizyczną. Dlaczego? Ponieważ owoc tej pracy widoczny jest niemal natychmiast, a na dodatek jest dość trwały. Trudno się nie zgodzić. Praca apostolska bardzo często pozbawiona jest widocznych efektów, a jeśli pojawiają się owoce to bywa, że są nietrwałe. Wtedy przychodzi oskarżanie się, zniechęcenie, poczucie: osamotnienia, porażki, upokorzenia, a na końcu brak sensu i nadziei. Przesadzam? Niekoniecznie – wystarczy posłuchać chociażby katechetów. Matka Józefa Chudzyńska dostrzegała jak wirus zniechęcenia dopadał siostry i ożywiała ich nadzieję między innym taką prostą katechezą:

Bóg nie gardzi najlichszym człowiekiem i każdą najsłabszą istotę do siebie przygarnia, skoro się ona z dobrą wolą do Niego zwróci, a On ją na służbę swoją przyjmie. A potem używa ją za narzędzie do spełnienia wspaniałych dzieł swoich, jakoby Mu taka nieudolna istota potrzebną była, jakby się bez niej nie mógł obejść. Nadto często dopuszcza, że taka dusza psuje piękne dzieło Boże, jej powierzone. Mimo to Bóg nie przestaje posługiwać się ludźmi w dziełach swoich. Czyni to z dobroci, miłości i łaskawości swej dla nas, jak matka, gdy posługuje się dziecięciem, choć ono jej więcej przeszkadza i psuje, niż pomaga, ale miłość to czyni dla zadowolenia umiłowanej przez siebie istoty”.